Antykomunistyczne podziemie

Prof. Andrzej Paczkowski, historyk, przewodniczący Rady IPN, o zmasowanej militarnej akcji władz komunistycznych przeciwko niepodległościowemu podziemiu.

Zbigniew Gluza, prezes Fundacji Ośrodka KARTA, o zbieraniu świadectw od żyjących jeszcze Żołnierzy Wyklętych i zrozumieniu, w jakiej sytuacji była Polska i Polacy w latach stalinizmu.

Żołnierze polskiego podziemia antykomunistycznego – ich działalność miała zostać zdławiona tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie polskie. Poddawani nieustającym represjom, oskarżani przez aparat propagandy - nie poddali się. Ich cicha wojna trwała od 1944 do 1963 roku, kiedy to śmierć poniósł ostatni z walczących, Józef Franczak ”Lalek”.

Reduty

Gen. Franciszek Jóźwiak, komendant główny MO, w noworocznym rozkazie specjalnym:
Demokracja Ludowa odniosła wielkie sukcesy w walce o budowę nowego życia, w walce z wrogiem klasowym. Te sukcesy nie mogą nam jednak zasłaniać faktu, że walka klasowa nie wygasła, że wróg, choć rozbity, nie został jeszcze dobity, że elementy wrogie naszemu ustrojowi na wsi i w mieście będą czynić wszystko, aby przeszkadzać w budowie lepszego jutra. Dlatego też organa Milicji Obywatelskiej muszą zaostrzyć swą czujność, zwiększyć wysiłki w walce o paraliżowanie wszelkich wrogich poczynań. Dostrzegać wroga, gdziekolwiek by się zagnieździł. Zlikwidować niedobitki band reakcyjnych.
Warszawa, 1 stycznia 1949

Kpt. Zdzisław Broński "Uskok” w dzienniku:
Polska tonie w czerwonej powodzi... Istnieje przysłowie, że "tonący brzytwy się chwyta”, jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy - a nadzieja, której się chwytamy - pozostaje niestety tylko przysłowiową brzytwą.
Powiat lubartowski, 1 maja 1949

Jan Turzyniecki "Mogiłka” (żołnierz WiN z byłego oddziału chor. Jana Leonowicza „Burty”) w liście z więzienia do rodziny:
Kochana Rodzino! Zawiadamiam Was, że jestem w więzieniu w Gdańsku, na zwykłej zimnej celi. Febra mną trzęsie, drgania po całym ciele, silne bóle głowy, pluję ropą z krwią po wylewie, który miałem w Chełmie. Gruźlica czaszki, stały ropień środkowego ucha, ciężkie schorzenie serca i żołądka. Pojęcie ludzkie przechodzi, co ze mną robią. Mego trupa włóczą po całej Polsce, po wszystkich więzieniach, ale tym razem koniec ze mną. [...]
Kochana Rodzino, ja już naszych magnatów chłopskich nie myślę o nic prosić, bo to są ludzie bez serc, bez litości. Pisałem do Sądu Wojewódzkiego w Lublinie, aby mnie przekazał na leczenie do wolnościowej kliniki w Warszawie, dlatego że fałszowano moje zdjęcia czaszki, fałszowano krew, dawano mi na sen. Gdy spałem, jeden z więźniów łaskotał mnie pod pachami i w podeszwy u nóg, stosowano zastrzyki, od których dostawałem torsji – Sąd skierował mnie na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Zrobili ze mnie wariata i skierowali do Gdańska, do zimnej celi więzienia. To jest świat cywilizacji i postępu – dwudziesty wiek techniki. [...]
Kochana Rodzino, mi już nie chce się żyć. Już trzeci dzień nic nie jem. Chcę już prędzej umrzeć, trudno - się mówi, dla mnie już życia nie ma. Tylko proszę Was, pamiętajcie o moim ciele, chcę być pochowany w Tomaszowie Lubelskim na starym cmentarzu.
[Adnotacja na kopercie: Załączyć do akt. List nie nadaje się do wysłania.]
Gdańsk, 11 kwietnia 1957